Blog o sporcie, jedzeniu, podróżach i inspirującym życiu

Rzymskie wakacje

Rzymskie wakacje

Tutte le strade portano a Roma, czyli wszystkie drogi prowadzą do Rzymu. Chociażby na weekend. Kierując się tym powiedzeniem, w zeszły piątek znalazłam się na lotnisku Fiumicino im. Leonarda da Vinci (Aeroporto Intercontinentale “Leonardo da Vinci” di Roma-Fiumicino). Pamiętam jak pierwszy raz wylądowałam na tym lotnisku będąc w drugiej klasie liceum. To był mój pierwszy lot samolotem i lotnisko Fiumicino wydawało mi się wówczas ogromne. Teraz? Na pewno dużo lepsze niż pobliskie Ciampino 😉

Do położonego o 32 km dalej Rzymu najwygodniej dostać się autobusem (6 euro) lub pociągiem ekspresowym Leonardo (14 euro). Przystanek końcowy to Roma Termini (dworzec główny), który stanowi główny węzeł komunikacyjny wiecznego miasta. Lepiej unikać stacji metra Termini albo mieć wystarczająco silne łokcie do przepychania się, jednocześnie pilnując torebki i telefonu przed kradzieżą (plaga w Rzymie).

 

 

Słońce… tak, w Rzymie powitało nas słońce i 15 stopni. W Warszawie w tym czasie było kilka stopni na minusie. Miła odmiana. Akurat tak się złożyło, że 9 lutego wypadło bardzo ważne święto – Międzynarodowy Dzień Pizzy. Gdy poinformowałam o tym dniu właściciela naszego hoteliku, ten ze zdziwieniem odrzekł, że przecież codziennie jest dzień pizzy. Racja, w końcu to ojczyzna pizzy. Święta należy odpowiednio celebrować z należytym im szacunkiem, dlatego kolacja nie mogła wyglądać inaczej:

 

 

Hotel znajdował się niedaleko dworca Termini, dlatego na wieczorny spacer wybrałyśmy się w okolicę Koloseum i na Piazza Venezia (Plac Wenecki).

 

 

Sobotni poranek zapowiadał piękny dzień. Od czego najlepiej zacząć zwiedzanie? Od Watykanu. Uwielbiam tę przestrzeń, niesamowitą architekturę i nieco ostentacyjny przepych. Najlepiej przyjść wieczorem, kiedy Plac Św. Piotra jest prawie pusty, a oświetlona bazylika wygląda dużo bardziej majestatycznie niż w ciągu dnia. Walory religijne pozostawiam indywidualnej ocenie.

 

 

 

Najlepsze kasztany wcale nie są na Placu Pigalle, tylko na Piazza Navona 😉 Przy okazji zdrowa przekąska, bo zawierają dużo witaminy B i potasu.

 

 

Pomidory też są bardzo zdrowe…

 

 

Odpowiednio przyrządza pasta z kolei nie tuczy…

 

 

A białe wino wspomaga serce i zapobiega nowotworom…

 

Dolce far niente 🙂 Cin cin!

Przy okazji polecam super miejsce na lunch – Habana Cafe (Via dei Pastini, 120).

Fontanna di Trevi jest chyba jednym z takich miejsc, gdzie nigdy nie jest pusto bez względu na porę. Wróciłyśmy tam wieczorem żeby wrzucić monety. Legendy legendom, ale warto wrzuć kilka centów do fontanny, koniecznie przez ramię do tyłu, aby zapewnić sobie powrót do Rzymu. Istnieją także legendy związane z ilością wrzuconych monet. Jedna, jak już wspomniałam, ma zapewnić powrót do wiecznego miasta. Dwie romans, a trzy ślub. Ile monet wrzuciliście? 😉 Ponoć co jakiś czas monety są wyławiane i przeznaczane dla bezdomnych, których w Rzymie jest całkiem sporo.

 

3 monety 😉 czyli powrót, romans i ślub.

 

Tradycyjne gelati 😉 Jak tu sobie odmówić?

 

 

Piazza di Spagna, kolejny punkt obowiązkowy do zobaczenia. Uwaga, na schodach za spożywanie posiłków można dostać mandat. Warto udać się na samą górę, bo widok zapiera dech… I to słońce, którego tak brakuje mi w Warszawie 😉 Gdy będziecie na tarasie widokowym i będziecie podziwiać Rzym z góry, idźcie w prawo. Miniecie Ville Medici
i dojedziecie do pięknego miejsca – Terrazza del Pincio. Zobaczycie z góry Piazza del Popolo. Wtedy gdy tam byłam trwały obchody z okazji Chińskiego Nowego Roku.

 

Terrazza del Pincio

 

W sobotę zrobiłyśmy około 15 km. Całkiem sporo jak na jeden dzień, dlatego też w niedzielę postanowiłyśmy częściej korzystać z metra. Wysiadałyśmy na stacjach, gdzie mogło znajdować się cokolwiek ciekawego. I w ten m.in. sposób szybki spacer po Piazza della Repubblica….

 

 

….i biegiem do Watykanu na spotkanie z papieżem Franciszkiem 😉 Przy murach watykańskich byłyśmy przed 12 i nie wpuszczano już nikogo na plac. Zatem jeśli ktoś chce znaleźć się o godz. 12 na Placu Św. Piotra, musi zająć miejsce bardzo wcześnie rano.

 

 

Piazza Venezia to moje ulubione miejsce w Rzymie.

 

 

Niedzielny obiad – nuda, znowu pasta i wino 😉

 

 

W poniedziałek pogoda już się popsuła. Było zimno i padał deszcz. Może to miało nas przygotować na warszawskie realia. Złą pogodę zrekompensowałam sobie za to na lotnisku.

 

 

Cudowne 4 dni.

Arrivederci Roma…? Nie. Ci vediamo il mese prossimo! Czyli do zobaczenia za miesiąc!

 



27 thoughts on “Rzymskie wakacje”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *